Diagnoza oczami Aspie

„Przeżyłem 60 lat bez diagnozy. Nie było to całkiem łatwe życie. Potem mnie zdiagnozowano – podobno Zespół Aspergera. Teraz nie jest mi wcale łatwiej, ale chyba więcej rozumiem.”

Mężczyzna z Z.A.,

„Zdecydowałam się na diagnozę, gdyż od dziecka czułam, że odróżniam się
od rówieśników i większości ludzi jakich znałam. Zawsze miałam potrzebę
poznawania odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, więc zaczęłam się interesować psychologią, by zidentyfikować problem. Żadna terapia ani żadna grupa terapeutyczna nie była w stanie wyjaśnić całego spektrum moich niezrozumiałych dla mnie zachowań. W każdym miejscu się odróżniałam, a moje problemy wyraźnie odcinały się od problemów innych. Pewna bliska mi osoba zasugerowała, że problem może dotyczyć ZA. Tak trafiłam na diagnozę, która w końcu dała mi odpowiedzi, których przez całe życie szukałam. Po diagnozie przestałam próbować się zmieniać, zaakceptowałam w większym stopniu siebie. Wadą tej świadomości było jednak zwiększenie alienacji. Poczułam się w pewien sposób oznaczona, szczególnie w naszym uprzedzonym społeczeństwie pełnym ignorantów i osób nieuświadomionych czym jest ZA, szczególnie w tej wysoko-funkcjonującej formie. Zachowałam tę wiedzę o diagnozie dla siebie, co sprawiło, że nie potrafiłam się już otworzyć do innych ludzi i pozostałam w pewnej izolacji i dystansie, które sama wytworzyłam. Jednakże, wiedza ta otworzyła mi nowe możliwości w kreowaniu życia bardziej dostosowanego do mnie, do moich zalet oraz ograniczeń. Nie staram się już zmuszać i bardziej szanuje swoje granice.”

Anita, 30 lat

„Nie wiem, na ile wartościowe to będzie dla Was, bo nadal mam
wrażenie, że za dobrze funkcjonuję:). Widzę czasem programy albo reportaże z tymi, którzy naprawdę potrzebują pomocy i nie mogą sobie poradzić w życiu i mam wrażenie, że gdybym miał diagnozować się teraz, to nie zrobiłbym tego. Wcześniej moje poszukiwania miały na celu nie tyle wsparcie terapeutyczne, co psychiczne. Diagnoza wyjaśniła częściowo stosunkowo niegroźne, ale męczące mnie cechy (choć możliwe, że mogłyby one być wyjaśnione również w inny, bardziej środowiskowy sposób). Być może stała się „kozłem ofiarnym”, którego mogłem oskarżać o powód pewnych negatywnych doświadczeń. Posiadanie tej etykietki dało mi przez chwilę poczucie bycia lepszym, bo zapewne Asperger dał mi jakieś unikalne umiejętności. Jest to jednak myślenie błędne i destruktywne. Przez pewien czas być może za bardzo się z tą diagnozą utożsamiałem (przed i po diagnozie), choć absolutnie nie chcę wykorzystywać jej jako pozwolenia na negatywne zachowanie. Podsumowując, nie żałuję, że poszedłem na diagnozę, ale nie wiem, czy na nią jednak do końca zasługuję 🙂

Ostatnio uświadomiłem sobie, że wszystko, co piszę i mówię o swoich odczuciach, jest obarczone błędem, który koryguje się z czasem (albo z czasem dopuszczam inne emocje do głosu, np. bardziej krępujące albo nieprzyjemne) dlatego nie znoszę wydawać opinii na swój temat:)”

mężczyzna z Z.A., 27lat

„Jeżeli i Ty podejrzewasz u siebie Zespól Aspergera, bądź też autyzm – nie wahaj się ani chwili. Diagnoza jest po to żeby Ci pomóc – nie po to żeby wrzucić Cię do jednego worka z plakietką „osoby niezaradne życiowo”. Wcale nie jesteś niezaradny, po prostu w inny sposób niż większość ludzi pojmujesz otaczającą Cię rzeczywistość. Diagnoza ma na celu poznania Ciebie do tego stopnia, aby dostosować pod Twój konkretny przypadek odpowiednią formę terapii, która z kolei ułatwi Ci życie oraz pozwoli na zrozumienie tej drugiej, niepojętej przez Ciebie rzeczywistości. Uwaga, to bardzo ważne – nie musisz się zmieniać dla kogoś. Nie robisz tego po to, bo tak wypada, bo co powiedzą inni…  Robisz to przede wszystkim dla siebie i dla swoich bliskich…”

Iza, 33 lata

„Na diagnozę zgłosiłam się w wieku 43 lat, kiedy już byłam niemal pewna, że powodem moich życiowych trudności i niepowodzeń jest autyzm. Już we wczesnym dzieciństwie moje problemy z kontaktami społecznymi, emocjami, wyrażaniem uczuć i nadwrażliwością sensoryczną były klarownie widoczne i rozpoznawalne, ale nikt nie był w stanie postawić prawidłowej diagnozy. W latach 70-tych w Polsce dzieci, które potrafiły mówić i były inteligentne były skazane na zaszufladkowanie ich do grupy tych niegrzecznych, krnąbrnych i źle wychowanych, a rodzicom radzono nie szczędzić surowej dyscypliny. Nikt nie słyszał o wysoko-funkcjonującym autyzmie i nikomu przez myśl nie przechodził Zespół Aspergera, wówczas jeszcze w ogóle nieznany. W jeszcze gorszej sytuacji były dziewczynki, których zachowania i cechy różnią się znacząco od tych obserwowanych u chłopców.

Przez lata szkoły podstawowej, a potem średniej byłam dręczona przez rówieśników i nierozumiana przez dorosłych. Moje emocjonalne reakcje niewspółmierne do danego wydarzenia, powodowane przesileniem bodźców i stresem, były tłumione przemocą werbalną i fizyczną. „Dziwna, nie z tego świata, nienormalna, z kosmosu” i inne tego typu epitety stały się codziennością.

W wieku młodzieńczym, aby zyskać jakichkolwiek znajomych, których tak bardzo pragnęłam piłam alkohol, który hamował strach, stres i niwelował niefortunne wypowiedzi czy zachowania, usprawiedliwiane stanem upojenia. Kiedy jako 19-latka zaszłam w ciążę moje dziecko stało się całym moim światem i to ono zostało moim najlepszym przyjacielem, inni nie byli już tak istotni.

Po wejściu w dorosłość ratowało mnie prowadzenie własnej firmy, bo w żadnej pracy nie mogłam utrzymać się dłużej niż kilka miesięcy. „Inteligentna, pracowita, dokładna, ale nie umie komunikować się z ludźmi” – mówili. „Nie uśmiecha się, dziwnie się patrzy, nie wchodzi w układy” i tak dalej i tak dalej… Całe życie wiedziałam, że jestem inna i pomimo ukończenia kilku uniwersytetów z najwyższą średnią, uzyskaniu kilku tytułów czy sukcesach w biznesie czułam, że nie pasuję, że jestem z innej planety.

Pierwszy raz o autyzmie dowiedziałam się od pani psycholog, kiedy mój syn miał 9 lat. Po wielu nie trafionych diagnozach psycholog zasugerowała przeprowadzenie kompleksowej diagnozy mojego dziecka w specjalnym ośrodku dla osób z autyzmem. Było to zagranicą gdzie wówczas mieszkaliśmy. Wtedy zaczęłam dużo czytać, ukończyłam nawet studia psychologiczne i zaczęłam zauważać wiele cech autystycznych i w swoim synu i w samej sobie. Wszystko zaczęło się układać w całość, zaczęło być jasne, pojawiły się odpowiedzi na setki odwiecznie zadawanych pytań.

Aż wreszcie, po kolejnych problemach społecznych, w wieku czterdziestu paru lat, mając już sporą wiedzę na ten temat zgłosiłam się na diagnozę. Pani Angelika Łasocha i pani Katarzyna Wróbel przyjęły mnie życzliwie i ze zrozumieniem. Jak mało kiedy czułam, że nie jestem nienawidzona i osądzana. Cała procedura diagnostyczna była przeprowadzona profesjonalnie. Kiedy uzyskałam diagnozę Zespołu Aspergera poczułam wielką ulgę. Pierwszy raz w życiu mogłam zaakceptować siebie, zrozumieć siebie i nie winić siebie za to kim jestem. Bez żadnych wątpliwości, mogę powiedzieć, że ta diagnoza była jak najbardziej trafna i że zmieniła moje życie. Uważam, że ośrodki, w których życzliwi, profesjonalni psycholodzy, pedagodzy czy psychiatrzy diagnozują osoby dorosłe i w których te osoby będą mogły wreszcie uzyskać terapię i wsparcie są niezbędne dla ludzi ze spektrum autyzmu. Właśnie teraz osoby w dojrzałym już wieku mogą wreszcie odetchnąć, mogą zrozumieć co było powodem ich trudności i dlaczego ich życiowa droga była tak wyboista. Mogą prosić o pomoc, mogą czytać, mogą rozpocząć terapię. Wszystkich, którzy myślą, że mogą mieć autyzm/ zespół Aspergera zachęcam do zapisania się do Autyzm-Startup! pani Angeliki. Będzie to dla Was najcenniejszym doświadczeniem życiowym, a nigdy nie jest za późno na zrozumienie samego siebie. Na świecie autyzm nie jest już niezgłębioną tajemnicą, a dorośli na spektrum mają ogromne możliwości uzyskania pomocy i wsparcia. W Polsce jesteśmy na początku tej drogi, dlatego tak bardzo się cieszę, że panie Angelika otworzyła swój ośrodek dla dorosłych, dzięki któremu życie wielu osób może się zmienić na lepsze.

Klaudia K., 43 lata